Recenzje
Czy AS odcina już tyko kupony?
2009-11-16, 08:00
Żmija
Po kilku latach oczekiwań fani Andrzeja Sapkowskiego doczekali się kolejnej powieści. Po fantastycznej, w dwóch znaczeniach, Sadze o Wiedźminie, po z pogranicza historii i fantasy tzw. Trylogii husyckiej, otrzymaliśmy dziejącą się w XX wieku Żmiję.
Akcja powieści rozgrywa się w latach 80. w czasie konfliktu radziecko-afgańskiego. Nie wchodząc w zawiłości tej wojny, głównym bohaterem jest radziecki żołnierz – chorąży Paweł Lewart. Ne tle kolegów wyróżnia go wiele. Przede wszystkim dar przepowiadania przyszłości, tłumiona od dzieciństwa niesamowita intuicja, jak określa jego przełożony wręcz paranormalna umiejętność przewidzenia ataków afgańskich wojowników. Wyróżnia też Lewarta więź z tytułową żmiją. Fascynacja między gadem a człowiekiem rodzi się w czasie mniej lub bardziej przypadkowego wypadu do pobliskiego od miejsca stacjonowania oddziału bohatera wąwozu. Hipnotyczny wzrok gada przenosi naszego bohatera w czasie. Raz jest on wojownikiem armii Aleksandra Wielkiego, by za chwilę stać się żołnierzem armii brytyjskiej w XIX wieku, by po chwili wrócić do swej koszmarnej rzeczywistości; jak w swego rodzaju czasowej czarnej, afgańskiej dziurze, w której utknęły wojska wszystkich epok. Za tymi postaciami, które dzielą wieki, stoją jeszcze dramaty pozostawionych gdzieś daleko kobiet.

Te ludzko-gadzie wizje to jednak tylko przerywniki w nudnych dialogach siedzących w bunkrach radzieckich żołnierzy lub kolejnych strzelaninach do afgańskich duchów. Rozmowach o sensie wojny i o przyszłym upadku ZSRR oraz zachowaniu człowieczeństwa na wojnie. Jakoś banalnie brzmią słowa typu: Wojna plugawi. Każdy przelew krwi pociąga za sobą nieczystość i zbrukanie. Każdy, kto bierze udział w wojnie, zostaje wojną skażony i wykoślawiony… itd. o zwyrodnieniu, zezwierzęceniu okraszonym nawet łaciną. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić radzieckich żołnierzy prowadzących tego typu dialogi pijących za wojnę, która ma ich ocalić „przed zamkniętym kręgiem wódki i heroiny” (sic!). Choć kilkanaście stron później nie mają żadnych obiekcji, by zafundować sobie w dużej ilości zarówno jedno i drugie.

Tytułowa żmija to pradawna bogini, która na przestrzeni wieków uwodzi wojowników. Tych najbardziej odważnych, czymś się wyróżniających. Wybiera ich… na swych kochanków, ofiary zemsty? Nie uwodzi jednak czytelnika. W tej książce brakuje wszystkiego, za co cenimy Andrzeja Sapkowskiego – polotu, wysublimowanego żartu, dynamiki, a przede wszystkim dobrego pomysłu na powieść, nawet tak niewielkich rozmiarów.
(AK)